18 sierpnia 2018, Imieniny: Helena, Ilona, Bogusław
» Szkoła istnieje od 1991 roku. Organ prowadzący: » Stowarzyszenie Sztuka Edukacja Promocja

O 21 SLO na piętnastolecie

Beata Igielska. Głos Nauczycielski 2006
 
Na egzaminie z zainteresowań było już wszystko: pianino, partner do tańca, kaseta video z zarejestrowanym spektaklem, koszykówka, a nawet koń... Bo w dobie komputerów, gadu, gadu, telewizji, w tej szkole premiuje się indywidualizm i rozwija zainteresowania uczniów
Kto grotem, kto taboretem
- W wieku nastu lat trzeba eksperymentować. Dlatego nie ma u nas oporu przed indywidualnym strojem czy zachowaniem ucznia. Dziewczętom powtarzam: możecie się malować, ale jak do biura a nie na prywatkę. Bo indywidualizm w żadnym razie nie może rozbijać lekcji. Często zdarza się, że przychodzi do nas młodzian z dredami, z kolczykami, a po pół roku sam widzi, że w tej szkole nie musi się tym wyróżniać – zapewnia Włodzimierz Taboryski, dyrektor i twórca autorskiego 21 Społecznego LO im. Jerzego Grotowskiego w Warszawie.         
Imię szkoły to nie przypadek.Taboryski z zamiłowania teatrolog, z wykształcenia polonista i niedokończony reżyser (zaliczył dwa lata reżyserii w szkole teatralnej), tworząc liceum dla humanistów, zrealizował swoje wielkie życiowe marzenie. Kiedy lata temu pracował w liceum eksperymentalnym na Bielanach, słynnej sześćdziesiątce, zobaczył, że w oświacie można wszystko, jeśli naprawdę się chce, jeśli zatrudnia się nauczycieli – entuzjastów. A już na pewno da się robić interesującą szkołę.
         - Zdecydowałem się na złożenie szkoły społecznej, bo zorientowałem się, że w państwowej przy najlepszych chęciach niewiele mogę zmienić w kwestii zatrudnienia kadry i finansów. To liceum powstało w 1991 roku. I od razu przyszło stu chętnych, ale... do matury doszło dziewięć osób. Rodzice bali się, czy matury zdane w szkołach społecznych będą uznawane i zabierali dzieci. Ale też prawdą jest, że pierwsi uczniowie nie podołali naszym wysokim wymaganiom odnośnie kultury osobistej i kultury pracy – wspomina Taboryski.
A dziś? Kiedy młodzi już tu trafią, „zakochują się” w szkole i w sobie wzajemnie. Wszak są wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach. Zbyt dobrze pamiętają, że jeszcze niedawno w swoich pasjach byli osamotnieni. Zwyczajniecenią siebie i chcą tu być. Jak im nie idzie tak jakby sobie tego życzyli, czyli  mają kiepskie oceny, zawiera się z nimi kontrakty na ich poprawę. Podpisują je oprócz zainteresowanego: wychowawca, rodzic i dyrektor szkoły. To samo dotyczy nieusprawiedliwionych nieobecności i spóźnień. I zazwyczaj kontrakt jest wystarczającym narzędziem mobilizacji.
         Szkołę tę często wybierają, dlatego że znajomi mówią o niej: inna niż wszystkie. Agnieszka Baranik, która w szkole muzycznej jest wirtuozem fortepianu, w 21 SLO ma indywidualny tok nauczania, musi się często sama uczyć tego, co inni zdobywają na lekcjach, nie ma wątpliwości, że „Grota” wybrała z powodu swoich muzycznych pasji.
- Po lekcjach uczęszczam na kółko, które jest przystosowane tylko dla mnie, uczę się np. pisania recenzji różnych utworów muzycznych, na maturze będę zdawać historię muzyki, chcę wziąć udział w olimpiadzie. – wylicza z błyskiem w oku.
Ostatnio zainteresowała się też filmem. To dla niej coś nowego i fajnego. Samodzielnie nakręciła filmik psychologiczny o problemie adopcji pokazany podczas piętnastolecia szkoły.
Kinga Karelus poważnie myśli o dziennikarstwie. Dlatego spodobało jej się, że nie musi tu tracić czasu na przedmioty, które jej nie interesują.
- Ważne też, że nie ma u nas wyścigu szczurów. Wspieramy się i wszyscy mamy podobne zainteresowania. Cenimy bliski kontakt z nauczycielami – mówi Kinga.
 Jak wszyscy uczniowie płaci 750 zł przez 10 miesięcy. Wie, że czesne idzie głównie na prowadzenie szkoły, pomoce naukowe. Najlepsi uczniowie mają stypendia naukowe. Planowana jest rozbudowa szkoły. Na ten cel trzeba  będzie wziąć kredyt i skorzystać z funduszy unijnych.
 
Inność w cenie
Lucyna Melcer, nauczycielka geografii, której córka ukończyła kiedyś tę szkołę, ma świadomość, że jej Marta nie należała do łatwych uczniów. Nie zawsze była miła, „waliła” prawdę prosto w oczy. Wymagała interesowania się nią, ale też samodzielności. Wybór tej szkoły był strzałem w dziesiątkę
- W szkołach publicznych nauczyciele premiują uczniów bezbarwnych, bo tacy nie sprawiają problemów. W tym liceum jest personalne podejście do dziecka. Nauczyciele wiedzą o nim wszystko, jaką ma sytuację, czy w rodzinie są choroby, czy się zakochał – mówi mama Marty.
Ale specyfikę 21 SLO buduje się też przez selekcję uczniów pod kątem zainteresowań. Nietypowy egzamin zdać muszą wszyscy.
         - To się sprawdza. Z każdego rocznika ok. 70 procent uczniów trafia na kierunki humanistyczne – zapewnia dyrektor.
         Nadto o „inności” szkoły decyduje także kadra. Poza kwalifikacjami nauczyciele muszą mieć... poczucie humoru na własny temat. Zdaniem Taboryskiego, to też się sprawdza w praktyce. Wszak w piętnastoletniej historii szkoły zatrudniając ludzi, pomylił się tylko kilka razy.
          - Na rozmowie kwalifikacyjnej pytam nauczyciela o rodzinę, zainteresowania prywatne, bo dla mnie ważne jest, czy nauczyciel ma swoje środowisko, w którym czuje się dobrze. Czasami szkoła może skorzystać z jego zdolności. Na przykład na uroczystości piętnastolecia śpiewała Danuta Bastek, która prowadzi u nas warsztat piosenkarski, jest piosenkarką i dziennikarzem radiowym. Jak widać moi pracownicy są działają  w różnych sferach humanistycznych. Bo w szkole nie trzeba uczyć tylko przedmiotów lecz przede wszystkim relacji międzyludzkich – wykłada swoje przekonania Taboryski.
W 21SLO jest 17 przedmiotów. Oprócz tych znajdujących się w programie każdego liceum: historia sztuki, filozofia, retoryka, wiedza o teatrze i filmie, historia muzyki klasycznej, łacina, a w ostatniej klasie antropologia kultury i psychologia. Uczniowie poznają techniki filmowe, kamerę, tor fonii i wizji, zasady montażu. Czasem na lekcji wymyślają etiudę i budują montaż techniczny, dramatyczny czy kreacyjny. To wszystko filmują. Na zliczenie piszą  kartkówkę.
- Puszczam im fragment filmu, np. „Amadeusza”, gdzie są zastosowane różne techniki montażu. Muszą je rozpoznać i opisać. Czasami wypada to kiepsko. Pod koniec pierwszej klasy zaczynają pracować nad własnym scenariuszem. Co ciekawsze filmy są odtwarzane podczas święta szkoły, które odbywa się co trzy lata – mówi dyrektor.
Od nauczycieli wymaga więc, by tak samo jak rodzice, zrozumieli, że jeśli w szkole jest 17 przedmiotów, nie sposób, by dziecko miało dobre oceny ze wszystkich. Nie mogą więc żądać, by uczeń był alfą i omegą. Ale też jeśli się z nim umówią: masz u mnie mieć trójkę, nie mogą spuścić z tonu. To trudne, ale, podobno po paru latach pracy można się tego nauczyć.
- Wymagamy, aby uczniowie wybrali sobie przedmioty, na których im naprawdę zależy, by z nich uzyskiwać ponadprzeciętne wyniki, brać udział w olimpiadach czy konkursach – wylicza Taboryski.
         Jego teorie rzeczywiście są wcielane w życie. Grzegorz Makulec, dr hab.  z PAN-u uczący w 21SLO biologii, z obrazów wyłuskuje motywy roślinne, opowiada o specyfice stref klimatycznych, z których te rośliny pochodzą albo o ekologii w relacjach społecznych.
Na biologii właśnie dyskutuje przygotowanie do sesji naukowej na temat wieku XIX (tematyczne sesje odbywają się regularnie). Osoba, która podjęła się przygotowania odczytu o Darwinie, ma odpowiedzieć na pytanie o konsekwencje wprowadzenia jego teorii w życie. Co się stało w filozofii i nauce. Jak po Darwinie zmieniło się myślenie. Z kolei referat o Pasteurze i prątkach gruźlicy, które wywołują zmiany w psychice i w konsekwencji są „odpowiedzialne” za sentymentalizm przygotuje dziewczyna w dredach.
- Zrobisz to dobrze, przyłożysz się? – upewnia się biolog.
 
Luz kontrolowany
Korytarz jest mały. Na ścianach wiszą prace Filipa Kurzewskiego, Damiana Wenskiego i Włodzimierza Szymańskiego, obecnych studentów architektury. Niektórzy uczniowie siedzą na dywanie, po turecku, bądź na ławkach pod liśćmi rozłożystego fikusa. Inni stoją. Chłopak z kaskiem w ręku wyraźnie się spieszy, dziewczyna w dredach łaskocze za uchem rudą Misię, uroczego mieszańca owczarka koli i wilka. Właścicielką suki jest mieszkająca w pobliżu Krystyna Sulkiewicz, wicedyrektorka i uwielbiana przez uczniów nauczycielka historii sztuki. Na przemian z Włodzimierzem Taboryskim przemawiają do tej gromady przypominającej kolorowe ptaki.
O ich „kolorowości” rzeczywiście nie decyduje strój ani makijaż tylko to „coś”. Styl ucznia, jak jego logo czy pieczątka. To można wypracować, jeśli w szkole stworzy się odpowiednie warunki i nie będzie się ucznia – indywidualisty sprowadzać do parteru, traktować jak dziwaka. Tu nie gubi się inności, lecz ją hołubi i rozwija w odpowiednim kierunku. Nic dziwnego, że absolwentami tej szkoły są uznani już artyści: operator filmowy Piotr Sobocińki jr., Jan Komasa, zdobywca III miejsca na festiwalu w Cannes w kategorii młodzi reżyserzy, Natalia Kukulska, piosenkarka. Absolwentom, którzy coś osiągnęli, raz na trzy lata wręcza się Dębowe Taborety. W tym roku na piętnastoleciu szkoły wyróżnienie otrzymała Natalia Przybysz z zespołu Sistars, nota bene uzdolniona również plastycznie, co nieraz potwierdzała na plenerach urządzanych przez panią Sulkiewicz w Kazimierzu nad Wisłą. A zasłużonym dla szkoły wręcza się Złotego Grota. Dotychczas to wyróżnienie otrzymali: Tomasz Bagiński, Janusz Józefowicz, a w tym roku Jerzy Sosnowski.
 Na przedziwnym korytarzowym spotkaniu urzeka atmosfera swobody i porządku jednocześnie. Okazuje się, że to... szkolny apel podsumowujący kolejny trymestr – w takim systemie też rozlicza się postępy uczniów.
 
 Jak u mamy
Edukacja rodzinna jak wszystko w tej szkole jest specyficznie pojęta. „Nowi” zapoznają się ze sobą na piknikach. Są wtedy przedstawienia teatralne i wspólne biesiady, w których uczestniczą wszyscy nauczyciele. A i rodzice nie są intruzami. Przychodzą gromadnie na Wigilię, przynoszą potrawy przyrządzone własnoręcznie przez latorośle. Tworzy się cudowna, rodzinna atmosfera.
 Tak samo domowo można poczuć się na korytarzu. Są tu ławki przypominające sofki, aneks kuchenny z kuchenką mikrofalową i czajnikiem. Przy przedłużających się zajęciach zawsze można coś przekąsić. Choćby zupę gorący kubek. Ale takie klimaty możliwe są tylko w szkole kameralnej. W 21SLO jest ledwie pięć klas, osiemdziesięciu uczniów.
- Pewnie dlatego jest tu tak świetny przepływ informacji. Rodzic jest natychmiast informowany o problemach – mówi Lucyna Mencel, mama Marty. – Nastawienie humanistyczne, którym się szkoła chwali, nie jest przesadzone. Tu rzeczywiście można rozwijać uzdolnienia i zainteresowania. Jest mnóstwo kół zainteresowań. Udział w nich jest dobrowolny, ale podwyższa ocenę z zachowania za aktywność. Ostatnio córka była naszym przewodnikiem na wakacyjnych wojażach. To efekt genialnie prowadzonej historii sztuki.
Wychwalany przedmiot to konik Krystyny Sulkiewicz, która nie kryje radości, że od lat prowadzona przez nią historia sztuki cieszy się takim wzięciem. Pewnie dlatego ma tak wielkie sukcesy w olimpiadzie artystycznej. A w tym roku na dwudziestu maturzystów, siedmiu zdaje historię sztuki na poziomie rozszerzonym!
- Zadaję im tematy do domu. W bibliotece mamy ogromny dział sztuki z mnóstwem slajdów i filmów, które pokazuję na zajęciach – mówi pani Krystyna.
         Uczniowie dużo uczą się także na organizowanych przez nią rok rocznie tematycznych wycieczkach. Klasy pierwsze oglądają zawsze jakiś region Polski, starsze jeżdżą po Europie: Paryż, Pompeje, Neapol. Holandia, Belgia, zamki nad Loarą, Bawaria, Prowansja. W tym roku po wyjątkowo okazyjnej cenie polecą do Barcelony. Nocować będą w schronisku młodzieżowym.
         Krystyna Sulkiewicz dumna jest ze wszystkich swoich uczniów, ale  sukcesy niektórych cieszą ją szczególnie. Rafał Niemojewski, obecnie studiuje na Sorbonie, Janek Komasa, którego doskonale napisane recenzje z wystaw przechowuje do dziś, Lidka Klein, dwukrotna laureatka olimpiady artystycznej, studentka II roku historii sztuki prowadzi zajęcia dla jej uczniów, Marcin Łobacz, tegoroczny maturzysta, projektuje modę. Jako szesnastolatek zdobył II miejsce w konkursie Oskary Mody, Łukasz Zaremba, laureat olimpiady polonistycznej i historycznej. Wymieniać można by długo…...
 
Beata Igielska. Głos Nauczycielski, kwiecień 2006