20 października 2017, Imieniny: Ireny, Kleopatry, Jana
» Szkoła istnieje od 1991 roku. Organ prowadzący: » Stowarzyszenie Sztuka Edukacja Promocja

Pomóżmy uchodźcom! Relacja naszej absolwentki, Zulejki Nowickiej


Hej,

po pierwsze chciałam podziękować za wsparcie, dary ubraniowe i pieniądze.

Ubrań miałyśmy tyle, że było niezbędne wykorzystanie techniki próżniowego pakowania. Wśród darów z innych źródeł były takie smaczki, jak krawaty, bielizna wyszczuplająca, papucie góralskie i ołówkowa spódnica świetna do szpilek. 

Samochód zapakowałyśmy totalnie po brzegi. W tylnym lusterku można było zobaczyć tylko czarne worki w połączeniu z czarnymi szybami mondziaka. Czułyśmy się jak zawodowi przemytnicy, co później okazało się prawdą, bo do Serbii nie można wwozić ubrań, ale powiedziałyśmy, że wieziemy je do Grecji i dzięki temu celnik puścił nas dalej. Nasz pakunek ograniczał się do śpiwora, szczotki do zębów i ubrań na co drugi dzień. 

Ruszyłyśmy z Anią w czwartek wieczorem. Początkowo miałyśmy jechać na granicę słowacko – chorwacką, okazało się jednak, że nie potrzebują dodatkowych wolontariuszy, bo z powodu strajku na wyspie Lesbos statki nie pływają i uchodźców jest stosunkowo mało.

Pojechaliśmy więc z resztą ekipy dalej na południe, aż do granicy serbsko - macedońskiej i tam zostaliśmy. W niedzielę pojawiła się pierwsza duża fala uchodźców i od tego czasu nie maleje. 

Nasze szefostwo dogadało się z lokalnym NGO zajmującym się biedą w tym regionie (bezrobocie wynosi 70%). Mają mały punkt dwa kilometry od granicy we wsi Miratoviec. Tam pracowaliśmy, polegało to na udzielaniu informacji uchodźcom, gdzie są i co ich czeka oraz podawaniu im picia (woda/słodka herbata), owoców i bułki z pasztetem z kurczaka (musi być halaal). Oprócz tego staraliśmy się zorientować, kto czego potrzebuje do ubrania, dobrze oszacować, jaki jest potrzebny rozmiar, znaleźć to wśród fury ubrań i pomóc ubrać się dzieciom. 

Najbardziej potrzebne są czapki, rękawiczki, buty oraz kurtki i koce. Nawet jeżeli mają odpowiednie ubranie, to jeżeli nie myli się przez ostatni tydzień lub tygodnie, to chętnie przebiorą się w coś czystego. Ci gorzej spakowani swój dobytek w większości noszą w siatach i workach na śmieci, dlatego jest wielkie zapotrzebowanie na plecaki. 

Z Miratovca trzeba dostać się do Preseva, jest to dystans 8 kilometrów. W godzinach 8-22 kursuje darmowy bus. Co bogatsi jadą taksówką - 5 euro za osobę. Gorzej jest w nocy. Cena taksówki skacze do 10 euro za osobę. Niektórzy nie mają już żadnych pieniędzy. A droga jest niebezpieczna, nieoświetlona, a taksówki gnają. W trakcie naszego pobytu jedna taksówka potrąciła dziecko, które trafiło do szpitala. 

Wtedy nasz punkt jest najbardziej potrzebny, dajemy ciepłą herbatę i koce, wtedy mogą zrobić sobie legowisko i spać koło naszego lokalu i tak doczekać do porannego busa. To jest czas kiedy jest spokojniej i nie ma już takiego pośpiechu. Można pogadać, posłuchać ich historii i planów. 

Kiedy uchodźcy dojeżdżają do Preševa, to czeka tam na nich gang taksówkarzy. Mówią im, że mogą ominąć tę koszmarnie długą kolejkę po wizę serbską i pojechać z nimi do Chorwacji. Ale taksówkarze nie wybierają się nigdzie daleko, biorą od rodziny 200 euro i wiozą parę kilometrów, i każą wysiadać. Taka rodzina traci pieniądze, i żeby wrócić do kolejki musi się przedzierać przez krzaki. 

Kolejka jest na wiele godzin czekania, ale nie to jest w tym najgorsze. Najgorszy jest brak organizacji. Pracuje tam tylko paru policjantów i trochę więcej wolontariuszy. Kolejka traci swoją formę i dochodzi do dantejskich scen przepychania. Trzeba dodać, że w tłumie jest mnóstwo dzieci, kobiet, wiele z nich jest w ciąży, ludzi starszych oraz ludzi chorych i kalek. 

Działa tam kilka organizacji, ale niestety nie współpracują ze sobą. Żadna z nich nie może też rozdawać uchodźcom jedzenia i picia. Dlatego wszytko spada na wolontariuszy. Uchodźcy są wykończeni po wielu dniach wędrówki. W ciągu dnia jest 20 stopni i nie ma gdzie się ukryć przed słońcem, a w nocy jest zaledwie kilka stopni. Nie pomaga tworzący się syf ze śmieci oraz minimalna ilość toi toi, które pogłębiają obraz nędzy. 

Po zarejestrowaniu się, uchodźcy mają dwie możliwości: pojechać autobusem za 35 euro na chorwacką granicę albo w to samo miejsce pociągiem o godzinie 17. za 15 euro, albo pociągiem o 10. rano lub o północy do Belgradu, też za 15 euro. Jak ktoś nie ma pieniędzy, to może starać się jechać pociągiem za darmo albo liczyć na zaradnego wolontariusza, który dogada się z kierowcą busa, żeby wziął za darmo kilku pasażerów.

Wśród uchodźców dominują Syryjczycy -  kulturalni, mili, spokojni i bardzo wdzięczni za wszystko oraz mówiący bardzo dobrze po angielsku. Drugą grupę pod względem wielkości stanowią Afgańczycy. Ja poznałam bliżej dwie grupki. Jedna to rodzina: starsi rodzice z trojgiem dorosłych dzieci i z dwojgiem małych; mają rodzinę w Szwajcarii i tam się właśnie wybierali. 

Druga to grupka chłopaków, z której tylko jeden mówił po angielsku. Oni musieli przejść przez góry, a szli nocą i dniem bez niczego do jedzenia i picia, to co mieli, to zostawili, tak bardzo byli wyczerpani. Jeszcze nie wiedzieli, dokąd chcą jechać, pytali się, gdzie będzie najlepiej. Jeden jest inżynierem i musiał przerwać studia, a drugi śpiewakiem hop i rapu. 

Pracuje się w dzień i w nocy po wiele godzin. Ciężko przerwać pracę, bo zawsze jest coś do zrobienia i zbliżają się kolejni ludzie. Adrenalina pozwala nie spać przez wiele godzin. Nie ma też czasu na jedzenie i picie, w międzyczasie znajduje się chwilę i je to, co jest pod ręką, bułkę i banana.

Na miejscu została jeszcze ekipa. Codziennie robią duże zakupy, kupują jedzenie i picie, ale wszystko jest rozdawane w ekspresowym tempie.

Zachęcamy do wsparcia akcji "Pomoc dla uchodźców".

https://pomagam.pl/pomocdlauchodzcow

Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję,

Zula